A na obrazkach mamy:
- Paracas (dokladnie zrujnowane podczas trzesienia ziemi),
- jadlodajnie i sniadanko, jakie tam serwuja
- rejs motorowkami na Islas Balestas, na jednym z nich mi się nawet zasnęło, ale to obrona przed hipotermią, wiało przeokrutnie
- Le Candelabre
- pelno rozmaitego ptactwa, pingwinow i fok
- jakies wyciagi do transportu guano z wyspy
Wizyta w bodedze kolo Iki, dokad podwiezli nas Pizarro i spolka. Ponizej po lewej jeszcze pamiatkowe zdjecie z dwojka sympatycznych Polakow, ktorych poznalismy na Islas Ballestas.
Jeszcze kilka zdjec Huacachiny. Basenik na koncu to juz fragmenty naszego hostelu.
Rajd po wydmach i sandboarding:
Nie od razu jezdzilismy jak Jagna Marczulajtis.
Tak sie wyglada po zainkasowaniu pustynnego piachu, jeszcze przez pare dni wyplukiwalem go z uszu.
środa, 19 grudnia 2007
20.11 - Islas Ballestas, Huacachina (Peru)
Autor:
Chokai
o
00:16
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz